lutego 19, 2013

Czy można wygrać z suchymi skórkami?

Czy można wygrać z suchymi skórkami?
Chwilę mnie nie było. W piątek miałam nieoczekiwaną wizytę, która przeciągnęła się do niedzieli. Przez ponad 2 dni byłam mamą 2 rozbrykanych dzieci i tak mnie to wykończyło, że padłam bez sił :)

Już się zregenerowałam, doprowadziłam mieszkanie do porządku, zmyłam górę garów i wracam do życia! Matki więcej niż jednej pociechy powinny dostawać dodatki za ciężkie warunki pracy i mieć zaklepane miejsce w niebie!

Tak jak obiecałam w zeszłym tygodniu, zacznę od kwestii pielęgnacji paznokci :) Temat bardzo mi bliski, ponieważ do niedawna byłam posiadaczką fatalnej, rozdwajającej się płytki i paznokci obciętych zawsze przy samej skórze. Wojnę o mocne pazury rozpoczęłam z Regenerum (recenzja), które jednak nie spełniło moich oczekiwań. Pierwsza bitwa przegrana, ale nie poddałam się  i sięgnęłam po odżywkę w lakierze Peggy Sage (recenzja), która w kilka tygodni doprowadziła moje paznokcie do stanu, jak dla mnie idealnego! 


Ponieważ nie zaprzestałam używania owej odżywki i zawsze maluję nią paznokcie stosując solo lub jako podkład - stan płytki nadal jest bez zarzutu. Chyba się uzależniłam! Paznokcie nie rozdwajają się, są znacznie twardsze, przestały się łamać z byle powodu. Wojnę o piękne paznokcie uważam za wygraną. 

Jest jednak co innego, co spędza mi sen z powiek. Koszmarne, suche, sterczące i zgrubiałe SKÓRKI! Nienawidzę ich, wylewam na nie tony oliwek, olejków, kremów i mazideł i NIC

tu po skróceniu paznokci - tak wyglądają bez dokładnego natłuszczenia :(
Ostatnio wytoczyłam nowe działo w postaci olejku do skórek i paznokci z witaminą E Sally Hansen. Myślę, że mogę zdradzić już dziś, że efekty są takie same jak po olejku rycynowym, Regenreum, kilku innych olejkach oraz ciepłej oliwie i parafinie nawet... Czyli żadne :(
Konia z rzędem temu, kto poda mi receptę na te moje zatwardziałe, uparte skórzyska! Nie pozostaje mi nic innego jak szukać i kombinować dalej -  gdzieś na tym świecie leży na drogeryjnej półce środek stworzony dla mnie i ja go znajdę!

Kiedyś uważałam, że głównym moim wrogiem jest ukochane przez mojego Łukasza mydło Protex. "Odstawiłam" je i zaczęłam testować rożne mniej lub bardziej naturalne mydła. Jedna z przygód zaowocowała nawet recenzją cudnie pachnącego różą mydła Barwy Harmonii (recenzja). Mimo, że było wspaniałe - na skórki niewiele pomogło. Jakiś czas temu dostałam w prezencie (od starej ciotki) mydło perfumowane "Pani Walewska". Uznałam je za relikt z czasów komuny i wrzuciłam głęboko do szafki. Niedawno w ramach zużywania wszystkiego co do tej pory kupiłam lub dostałam (a jest tego trochę) przyszła pora i na nie.

Najważniejsza sprawa to moc wspomnień związanych z kosmetykami Pani Walewska, jaką mydełko uwolniło. Przypomniały mi się dawne czasy, nieżyjąca babcia i wszystkie te z rozrzewnieniem wspominane aromaty z dzieciństwa... Ale wróćmy na ziemię zanim zacznę gadać jak stara ciotka.

Sądząc po opakowaniu - mydło należy do linii GOLD, której twarzą jest uwielbiana przeze mnie aktorka Katarzyna Gniewkowska. To tak na marginesie.



Pierwsze wrażenie - bardzo ładne, "bogate" opakowanie (kartonik) w kolorze złotym. Pasuje do arystokratycznej nazwy :). Samo mydełko również bardzo zgrabne, o czystej białej barwie i gładziutkiej powierzchni z widoczną wyraźnie Panią Walewską.




Po otworzeniu pudełka okazało się, że mydło pięknie pachnie perfumami :) Można ten zapach lubić, lub nie ale był od razu wyczuwalny i jak dla mnie zdecydowanie przyjemny. Miła odmiana po owocowych lub kwiatowych aromatach. 

Podczas mycia wytwarza średniej ilości pianę. Ma lekko kremową konsystencję, co jest bardzo przyjemne i sprawia wrażenie "natłuszczania" dłoni. Faktycznie, po umyciu ręce nie są przesuszone! Można powiedzieć, że produkt spełnia swoją rolę - jest atrakcyjny, ładnie pachnie i nie wysusza skóry dłoni (i moich wstrętnych skórek). Nie robi jednak nic poza tym. 

Na plus można dodać, że leżąc w łazience nie wysycha nie kruszy się i nie pęka jak niektóre mydła. Ważne jest również to, że nie jest testowany na zwierzętach.  Na minus - zapach wyczuwalny jest tylko po wyjęciu z kartonika. Bardzo szybko się ulatnia, nie pozostaje na skórze ani nawet na mydle :(.

Fajny pomysł na upominek dla babci lub starszej cioci - na pewno się ucieszy, ale ogólnie bez rewelacji. Koszt w sklepie to około 2,5 zł. Producent : Miracullum

Reasumując - wojna trwa nadal.  Skórki jak były suche tak są, choć cierpliwie a co najważniejsze bardzo systematycznie wcieram w nie co mogę. Nie poddam się!

A Wy? Macie dla mnie jakieś mądre rady, lub nowe specyfiki,
którymi mogłabym pokonać to szkaradzieństwo?

 p.s. Dawno mnie nie było, to się pochwalę :) Wygrałam cudny i baaardzo duży zestaw klocków DUPLO SAFARI dla mojego Frania. Bardzo się przydały, bo kurier przywiózł je akurat w dniu kiedy Franek był chory i nie poszedł na Disney on Ice. Radość była wielka (choć może tego nie widać, bo była też gorączka)!


Dla mamusi tez coś przyszło - wygrana w konkursie Dobrowanki torba :) Chodzi ze mną 3 razy w tygodniu na fitness i jest bardzo poręczna i wytrzymała (po zajęciach taszczę w niej pokaźne zakupy:)



oraz przecudnie pachnący latem i truskawkami olejek do kąpieli i pod prysznic firmy Joanna wygrany w mini konkursie na Facebooku. Jest tak smakowity , że z pewnością poświecę mu osobny wpis. Mam nadzieję, że będzie to wpis pozytywny :)


Z Łukaszem zaklinamy wiosnę :) Pochwale się, a co :) Takie ładne dostałam...
ZIMO IDŹ PRECZ!


Copyright © 2016 cosmetic kick , Blogger