Maślane ciasteczka z pudełka Małego Księcia i drewniany dinozaur lekiem na anginę

To już chyba tradycja, że Franek w święta dostaje paskudnej anginy. W tym roku i tak los okazał się łaskawy bo gorączka (ponad 40 stopni) dopadła nas aż tydzień przed Wigilią - poprzednie 2 lata pojawiała się dokładnie w noc przed nią. Tak więc w najbardziej pracowitym tygodniu, zostałam całkowicie udupiona w domu z marudzącym, kaszlącym i zasmarkanym 3,5 latkiem i nie miałam czasu na cokolwiek L. Teraz jest już lepiej (co nie oznacza, że spokojniej) ale przynajmniej mogę zebrać myśli. Jak już je zebrałam,  uznałam, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło -  nie miałam czasu łazić po sklepach i wydawać pieniędzy na masę niepotrzebnych rzeczy. Łukasz dostawał listę – jechał i kupował. Prezenty kupione, nawet spakowane, dom nieco przystrojony (brakuje jeszcze choinki!) a pierwsze ciasteczka wyszły z pieca. No właśnie – ciasteczka! Dzisiaj będzie całkiem kulinarnie. A co!  Siedząc kolejny dzień z nudzącym się jak mops Frankiem, wpadłam na pomysł aby wspólnie upiec ciasteczka. Inspiracją było dla mnie małe metalowe pudełeczko wypatrzone podczas zakupów w Carrefourze.


Przyznam, że był to zakup podyktowany tylko i wyłącznie względami estetycznymi. Pudełeczko z prześlicznym i motywami z „Małego Księcia” pełne jest urokliwych kart z przepisami na naprawdę łatwe ciasteczka i kilkoma foremkami do wycinana wypieków. Kosztowało 19,99 zł.
Franek już od kilku dni czekał na obiecane pieczenie i niecierpliwie przebierał nogami. W sobotni poranek posadziłam go na kuchennym blacie i poprosiłam, by wybrał, które ciasteczka będziemy piekli na święta. Po dogłębnej analizie zdjęć na kartach wybór padł na ciasteczka maślane (ufff, całe szczęście to jedne z najprostszych!).



Łączeniem składników i wyrabianiem ciasta zajęłam się sama, ale proces twórczy pozostawiłam (w dużej części) po stronie Franka. Po kilkunastu minutach cała kuchnia była w mące, a my umazani jak nieboskie stworzenia - ale było warto!


W żołnierskich słowach: należy połączyć mąkę (500g), masło (250g) cukier waniliowy (torebkę), skórkę otarta z 1 cytryny i sok z tejże, 200g cukru, oraz 2 jajka i szczyptę cynamonu i porządnie wyrobić. Następnie schować ciasto na ok 30 minut do lodówki. Po wyjęciu rozwałkować i powycinać fantazyjne ciasteczka. Włożyć do piekarnika nagrzanego do około 180 stopni na 10 minut (ja włożyłam na dłużej i patrzyłam czy są wystarczająco zarumienione). I tyle! Ozdabianie (posypka, polewa, cukier) wedle życzenia.







Radości było dużo a Franek puchł z dumy za każdym razem gdy jego dzieło lądowało na blasze. Po kilkunastu minutach w piecu otrzymaliśmy może nie najpiękniejsze, ale za to własnoręcznie zrobione ciasteczka maślane. Po ostygnięciu zostały zamknięte w pudełku i tam doczekają Wigilii, kiedy to pochwalimy się nimi całej rodzinie.



Tak mile rozpoczęty dzień zakończyliśmy sklejaniem drewnianego dinozaura i dalszym brudzeniem się – tym razem farbami! Chrzanić świąteczne porządki – takie bałaganiarskie wspólne chwile są bezcenne. 





Jutro migdałowe ciasteczka w czekoladzie a w poniedziałek tiramisu  i tartinki z łososiem wędzonym i kawiorem. Mniam!

A co poza tym? Oto nasz nowy domownik – słodka myszka  wygrana w konkursie Pracowni Ala ma kota


A jak Wasze przygotowania do świat?
Wszystko zapięte na ostatni guzik,
czy zostawiacie na ostatnia chwilę ?

Komentarze

  1. Wspolczuje chorobska na same Swieta ;( Pomysl z ciasteczkami genialny, wyszly Wam smakowicie :)! Uwielbiam Malego Ksiecia i sama chetnie przygarnelabym taki zestaw przepisow ;) Ten dinozaur troche mnie przeraza ;D "Chrzanić świąteczne porządki – takie bałaganiarskie wspólne chwile są bezcenne."- zapamietam te slowa, zanim w pon. polece kolejny raz przecierac meble ;) Masz bardzo ladnego Synka, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dziękuje bardzo ;) A dinozaur jest całkiem niegroźny :) Franek chciał z nim spać, ale farba nie wyschła ;)

      Usuń
    3. Oj, to jak chcial z Nim spac, to rzeczywiscie musi byc niegrozny :) Mnie w kazdym razie przerazaja takie stwory, ale dzieci maja inne podejscie ;) Duzo zdrowka Wam zycze, pozdrawiam :)

      Usuń
  2. fajny macie kącik i jaki widok za oknem !

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne jest takie wspólne pieczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mniam:D
    http://rozaliafashion.blogspot.com/2013/12/gold-accent.html
    obserwuje

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz