Ambitne plany - zgubić 5 kg . Jak pokonać słabą silną wolę? Trochę o bieganiu w aromacie lilii i werbeny.


Biednemu to zawsze wiatr w oczy. Jak tylko wzięłam się ostro do roboty to... padł mi komputer. Walka była nierówna, ale zwyciężyłam :). Do rzeczy.

Już w sierpniu obiecałam sobie ponownie wypowiedzieć wojnę dodatkowym kilogramom które zostały mi po ciąży (ok 5 kg). Nie jestem gruba, ale ciąży  mi ten nadprogramowy bagaż w okolicach tyłka ;).

Ponieważ pół roku ćwiczeń 3 razy w tygodniu nie dało spektakularnych efektów (pewnie z powodu połączenia ich z Nutellą i żelkami) postanowiłam zacząć....biegać! Czytałam, czytałam aż trafiłam na teksty Mateusza Jasińskiegio. I on mnie przekonał. Bo pisze normalnie,  rozumie, że po przebiegnięciu 100 metrów amator wypluwa płuca i trzeba go powoli wprowadzić w ten sportowy świat tak, aby się nie zniechęcił. Szczególnie przekonał mnie plan rozpoczęcia biegów, który miał z "biegowej" kaleki zrobić prawdziwego maratończyka krok po kroku. Pozwolę sobie skopiować tabelkę, która mnie zainspirowała (mam nadzieję, że nie naśle na mnie brygady prawników).

Każdego tygodnia powtórz zaproponowany trening 3-4 razy.

Przykład treningu:

Tydzień 3 - (1 minuta marszu, 3 minuty biegu) x 4 = 1'marsz/3'bieg/1'marsz/3'bieg/1'marsz/3'bieg/1'marsz/3'bieg. W sumie 14 minut wysiłku.
http://bieganie.natemat.pl/5617,jak-zaczac-biegac-bieganie-bez-wypluwania-pluc-czyli-przewodnik-poczatkujacego-biegacza
I etap drugi (w którego istnienie trudno mi na razie uwierzyć!).

Każdego tygodnia powtórz zaproponowany trening 3-4 razy.
http://bieganie.natemat.pl/5617,jak-zaczac-biegac-bieganie-bez-wypluwania-pluc-czyli-przewodnik-poczatkujacego-biegacza

W tej chwili jestem w 3 tygodniu  treningu i muszę przyznać, że zmiany postępują w zauważalnym tempie. Dystanse, które do tej pory wypruwały mi flaki pokonuję z lekko przyspieszonym oddechem. Do tej pory sama liczyłam czas (tak, tak, jak były 2 minuty to rytmicznie liczyłam do 120). Teraz słucham wybranego 3 minutowego utworu i jest znacznie przyjemniej. Nie myślę "ile jeszcze?", tylko oddaję się rozmyślaniom. Zaczynam nawet trochę oszukiwać - skracam minutowy marsz a często do biegania wybieram piosenki nieco dłuższe niż 3 minuty. Zaczynam wierzyć, że z takiej pierdoły jak ja da się zrobić prawdziwego biegacza-amatora. ;) . Co więcej - zaczyna mi się to podobać!

nie dorobiłam się jeszcze najmodniejszych butów do biegania ,
 ale te też są niczego sobie :)

Wiem, że dla większość z Was takie bieganie to pikuś, ale dla mnie to jak zdobywanie Mount Everestu. Dlaczego o tym piszę? Po pierwsze może któraś z Was tak samo jak ja przydeptuje sobie język biegnąc do autobusu i  ta tabelka natchnie ją do rozpoczęcia treningów. Po drugie - teraz głupio będzie mi się wycofać! Tak wiec będę wdzięczna za słowa otuchy i zachęty!


A teraz małe co nieco o kosmetykach. Żeby nie było. Jakiś czas temu w ramach akcji/konkursu Perfumerii DOUGLAS na FB otrzymałam kosmetyki pielęgnacyjne marki GRACE COLE Lily&Verbena. Płyn do kąpieli, krem do rąk oraz mydło wpłynie. Poczułam się nieco rozczarowana, ponieważ akurat tego typu kosmetyków u mnie pod dostatkiem a widziałam, że inne uczestniczki otrzymywały perfumy albo kolorówkę. No ale cóż.


Pierwsze wrażenie? Ogromne opakowania! Każdy kosmetyk ma pojemność 500 ml! Zacznę od mojego ulubieńca - kremu do rąk. Początkowo uważałam, że tak duża butelka to głupi pomysł - szybko jednak zmieniłam zdanie. Do tej pory wszelkie kremy do rąk ginęły w tajemniczych okolicznościach - znikały w torebce, przenosiły się do innych pomieszczeń lub ginęły bez wieści. Butelka z balsamem stanęła obok komputera...i stoi do dziś. Jako, że spędzam tam sporo czasu - często odruchowo sięgam po krem. Moje skórki są mi za to bardzo wdzięczne! Balsam pięknie pachnie i to nawet dość długo. Jest też niesamowicie wydajny. Dobrze sprawdza się jako kosmetyk do stóp i zmiękczający okolice kolan i łokci. Ładnie natłuszcza i nawilża (gliceryna) ale nie zostawia irytującego filmu na skórze.

O płynie do kąpieli i mydle w płynie dużo dobrego powiedzieć nie mogę. Ot - ładnie pachnące, pieniące się, ale  ciut za rzadkie tradycyjne kosmetyki. Szału nie ma - spełniają swoją funkcję i tyle. Nie pielęgnują w widoczny sposób skóry, zapach ulatania się prawie natychmiast (szkoda - bo jest śliczny!).
Na plus mogę dodać wydajność - używam i używam a końca nie widać. A! I jeszcze jedno. Mój Łukasz, miłośnik mydła w kostce PROTEX  od razu  zgodził się na czasową zmianę przyzwyczajeń :) Pierwszy raz - to też o czymś świadczy, bo drugiego takiego uparciucha ze świecą szukać!

Podsumowując - krem do rąk na TAK. Szczególnie ze względu na zapach i wydajność. Pozostałe kosmetyki - NIEKONIECZNIE. Głównie ze względu na brak dodatkowych zalet oprócz funkcji podstawowej oraz koszt w okolicach 22 zł.

Z ciekawostek - rozwijam się również kulinarnie. Z kuchennej niemoty wyrastam powoli na całkiem przyzwoitą kucharkę :) Lepiej późno niż wcale! A oto moje drożdżowe bułeczki z jabłkiem i cynamonem. Wyszły boskie, to się pochwalę.


AKTUALIZACJA: 4 tydzień za mną. Przetrwałam bieganie w deszczu i paskudnym wietrze. Jestem z siebie dumna :) Dzisiaj siedziałam w oknie i z zazdrością patrzyłam na biegnących maratończyków. Jak ja bym chciała kiedyś też dać radę ukończyć taki bieg! Czasami po cichu sobie marzę, że jeśli będę wytrwała i zdrowie dopisze...to może za rok, za dwa? Myślicie, że to możliwe? Podobno jak się chce to można wszytko. Jeśli to zrobię, to znaczy, że ci co tak mówią mają rację :) Gratuluję wszystkim dzielnym ludziom, którzy wystartowali dzisiaj w 35 Maratonie Warszawskim! Trzeba mieć naprawdę wielki hart ducha i wewnętrzną dyscyplinę, żeby dobiec do mety (olać wyniki!). Jutro zaczynam tydzień 5 ;), będę biegać po ich śladach i wizualizować sobie zwycięstwo nad samą sobą!

AKTUALIZACJA: 6 tydzień. Mały kryzys wydolnościowy. Pierwsze kolki i male zniechęcenie. Ale się nie daję! Zawsze byłam niecierpliwa. Z dużo słodyczy się na mnie mści - na wadze 62 kg!Masakra! W obwodzie tyłka tez lekka zwyżka. Od poniedziałku (to już 3 dni) dieta i odwyk od czekolady. Łykam chrom, zajmuje się czymkolwiek i staram się być twarda :)

AKTUALIZACJA: 9 tydzień! Jestem twarda! Jestem mistrzem! Od 4 dni biega ze mną mój facet. Zaraziłam go :) Czas jednak przejść na dietę (oczywiście nie przeszłam poprzednio) , bo bieganie i żarcie jak świnia przynosi efekt przyrostu wagi i obwodów :( A czuje się wspaniale mimo to :). Dzisiaj przebiegłam sobie ponad 6 km :) Jakby mi to ktoś powiedział 2 miesiące temu to bym się długo w czoło pukała....

AKTUALIZACJA: 11 tydzień. Powtarzam tydzień 10 ponieważ na wyjeździe pobiegłam tylko 2  anie 4 razy w tygodniu. Za to po górach! Potem miałam przerwę do końca tygodnia  i postanowiłam dla bezpieczeństwa powtórzyć cykle 10 minutowe. Dystans ostatnio to już prawie 7 km! Co raz lepiej. Niestety walczę ze sobą w kwestii diety i nadal przegrywam. Staram się jednak każdego dnia zwyciężyc sama siebie -ale sama kondycja też fajna sprawa :)


Komentarze

  1. Ja biegam krótkie dystanse, ok 1km, ale wystarcza mi to :) Jeśli chcesz poprawić sylwetkę, to na moim blogu znajdziesz wyzwanie- 90 dni do pięknych pośladków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Pamiętam jak ja planowałam odchudzanie i ćwiczenie to przekładałam z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj tak. Albo zaczynałam i traciłam po miesiącu zapał...Może tym razem mi się uda?

      Usuń
  3. Bardzo chętnie skorzystam - pupa to moja pięta achillesowa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam i trzymam kciuki za to bieganie .
    A bułeczki wyglądają obłędnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tez chcialam biegac, raz pobieglam a potem zlapalam przeziebienie a teraz jest zimno wiec tez lipa:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam oj tam zimno ;) Ostatnio biegałam w ulewie :) Fajna sprawa tylko się wybrać trzeba (a się nie chce....) a potem to już samo leci.

      Usuń

Prześlij komentarz