niedziela, 3 marca 2013

Moje książkowe odkrycia - hit i kit zdaniem Cosmetickick

Oprócz zamiłowania do kosmetyków, uwielbiam również dobrą literaturę. Posiadanie małego dziecka (szczególnie chorego) nadszarpnęło nieco moje pochłanianie książek, ale czasami udaje mi się odlecieć z jakaś ciekawa historią. Do tego nie mogę się przekonać do audiobooków i czytników - dla mnie książka to książka - nawet jak cegła, to przyjemności przewracania kartek nic mi nie zastąpi :).

Dzisiaj opowiem wam o dwóch książkach, które ostatnio przeczytałam. Jedna, to absolutna rewelacja i jedna z lepszych książek które przeczytałam w ciągu ostatnich 3 lat. Druga natomiast to gniot nad gnioty, który moim zdaniem nadaje się tylko na makulaturę. 

Zacznijmy od przyjemniejszej recenzji :) Od dłuższego czasu ostrzyłam sobie na nią żeby i w końcu kupiłam (oczywiście na Allegro, znacznie taniej niż w Empiku).

www.empik.pl

"Helena Rubinstein - kobieta, która wymyśliła piękno." autorstwa Michele Fitoussi. Jak widać nadal zostajemy w tematyce kosmetycznej :). Książka jest gruba (352 strony) i przepięknie wydana! Aż miło na nią popatrzeć. Zacznę od tego, że uwielbiam biografie zdolnych ludzi - w tym wypadku byłam niezmiernie ciekawa jak to się stało, że nikomu nieznana, uparta i nieco bezczelna młoda żydówka z Krakowa zbudowała ogólnoświatowe imperium. 

www.obcasy.pl
Byłam nastawiona do niej sceptycznie - uznałam, że z pewnością dostała spadek, bogato wyszła za mąż albo wspierała ją finansowo rodzina. Nic bardziej mylnego! Ta książka czyta się sama. Autorce udało się stworzyć wciągającą historię, którą czyta się jednym tchem, kibicując bohaterce, czasami pałając do niej niechęcią ale zawsze z ogromnym podziwem.
Ja po przeczytaniu tej książki rozróżniam dwie Heleny. Jedna to absolutna królowa biznesu, marketingu i sprzedaży. Wyprzedziła swoje czasy o całe lata, była nowatorska, odważna i przede wszystkim zawsze pewna swoich decyzji. Tej niezachwianej wiary we własne siły i możliwości bardzo jej zazdroszczę - każdej z nas przydała by się odrobina jej uporu i determinacji w życiu. Do tego żyła w niebywale ciekawych czasach - okresie początków wielu dzisiejszych korporacji oraz pojawiania wielkich malarzy, pisarzy i projektantów. I ona ich wszystkich znała! Miała możliwość oglądania ich początków wspierania i patrzenia jak się rozwijają z pierwszego rzędu. A wszystko to dzięki swojemu uporowi, pracowitości i  przebiegłości. Zbudowała imperium, zarabiała miliony, ludzie ją uwielbiali - skromna dziewczynka z biednej krakowskiej rodziny podbiła świat! A wszytko to w bardzo trudnych dla kobiet czasach.  

http://www.fashionnow.pl/osobowosci-mody/154,3,3214,helena-rubinstein.html

Z drugiej jednak strony wiedzę kobietę - pracoholiczkę, która nie umiała zbudować poprawnych relacji emocjonalnych, nie radziła sobie z normalnym życiem (non stop pracowała), miłością i emocjami. Nie była też dobrą matką. Była typem kobiety u której na jedno spojrzenie trzeba zasłużyć - czy jesteś dzieckiem czy pracownikiem. Całe życie walczyła z kompleksem swojego pochodzenia - stąd wiele podanych faktów budzi wątpliwości. Na każdym kroku kłamała jak z nut aby ubarwić swój życiorys. Tak naprawdę, trochę okropne babsko - nie sadzę abym lubiła kogoś takiego, jako człowieka.  

http://proudtobewomen.com/tag/female-beauty/

Cóż - jak widać, nie można mieć wszystkiego. Pracowała do końca, a zmarła w wieku 93 lat! Jej metody i pomysły z powodzeniem są stosowane do dziś - nie tylko w produkcji kosmetyków ale również w marketingu i działaniach sprzedażowych. Była tytanem pracy i geniuszem biznesu, ale jednocześnie nadal zakompleksioną dziewczyną z Krakowa, czego nie zmieniły nawet pudła diamentów i warte miliony kolekcje obrazów. Koniecznie przeczytajcie  - naprawdę warto! Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę na jej podstawie film. Życie pisze naprawdę niesamowite scenariusze!


Drugą książkę kupiłam na wyprzedaży. Chyba powinno mi się zapalić czerwone światełko, że jak coś jest  wyprzedawane za 4,99 to chyba nie może być dobre. Staram się jednak nie uprzedzać - czasami do tych koszy trafiają pozycje, które mają zbyt dużo wznowień i rynek się nimi nasycił, lub egzemplarze z małymi wadami. W tym przypadku skusiła mnie tematyka. Jako świeżo wyzwolony z korporacji były pracownik sieciowej agencji reklamowej lubię sobie poczytać jak to inni mają źle :)


"I tak doczekaliśmy końca" autorstwa Jaoshua Ferris to powieść o świecie korporacji i reklamy w czasach kryzysu.  Opowiada losy kilku sfrustrowanych pracowników "sieciówki". Nuda, chała  beznadzieja. Doczekałam końca i w sumie nie wiem po co. Dennie napisana historia, nie wiadomo do końca o czym. Miało być chyba prześmiewczo - wyszło nudno i do tego wątki są tak poprowadzone, że czasami nie wiedziałam o co chodzi. Nie chce mi się nawet nic więcej o niej pisać. Omijajcie tą pozycję dużym łukiem - lepiej iść na lody! Jedyne nad czym się zastanawiam po jej przeczytaniu to:

1. Czy wydawca musiał ją wydać, bo była w pakiecie z innymi pozycjami?
2. Czy autor jest czyimś synem, ojcem lub kochankiem że u to wydali?

Odpowiedzi nie znam i nawet nie będę szukać :) Teraz zabieram się za kolejną kosmetyczną pozycję ;)

www.merlin.pl

 A Wy - jaką ciekawą historię mogłybyście mi polecić?

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. już się przestraszyłam, że to aluzja do mojego zbyt kwiecistego stylu :) Chętnie przeczytam!

      Usuń
  2. ja czytam same horrory, więc wątpie bym mogła Ci coś polecić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. swego czasu namiętnie czytałam horrory :)

      Usuń
  3. o Helence chętnie bym poczytała :)

    jeśli nie czytałaś to Lolitę polecam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wpis, przekonalas mnie do przeczytania ;) Ciesze sie, ze wpadlam na twoj blog, z przyjemnoscia obserwuje ;)

    OdpowiedzUsuń