Przeciwzmarszczkowa, nawilżająca "Orchidea" - maseczka do zadań specjalnych marki Alterra.



Skuszona ostatnią miłą przygodą z żelem do mycia twarzy BeBeauty (recenzja) postanowiłam poprzyglądać się nieco bliżej kosmetykom tzw "marek własnych". Jako, że nie do końca im jeszcze ufam, na początek sięgnęłam po coś drobnego -  maseczkę przeciwzmarszczkową intensywnie nawilżającą "Orchidea" do skóry dojrzałej i wymagającej marki Alterra.

Skusił mnie jej skład, w który wchodzi: wyciąg z orchidei, oliwa z oliwek, olej arganowy oraz olej sojowy z kontrolowanych biologicznie upraw, masło shea, masło kakaowe, olej migdałowy, ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego, naturalny koenzym Q10 a na dokładkę naturalna witamina E.
Nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących, bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych. Podobno wszędzie tam gdzie jest to możliwe (ale dokładnie gdzie, to już nie podali) zastosowano składniki roślinne z kontrolowanych biologicznie upraw i dziko rosnących zbiorów.

Według producenta maseczka ma super nawilżać i zatrzymywać wilgoć w skórze, odżywiać, chronić przed wolnymi rodnikami i regenerować zapobiegając przedwczesnemu starzeniu się mojej skory. Powinna zadowolić najrzadziej wymagającą dojrzałą skórę, dodatkowo pieszcząc zmysły delikatnym kwiatowym zapachem.

Koszt to około 3,6 za dwupak po 7,5 ml w każdym (razem 15 ml)


Pierwsze wrażenie? Bardzo dziwny zapach. Moim zdaniem maseczka najzwyczajniej śmierdzi. Nie wiem, może to kwestia jej naturalności? Zapach zdecydowanie mi nie odpowiada. Na szczęście po kilku chwilach nos się przyzwyczaja i przestaje dręczyć zmysły. Konsystencja bardzo przyjemna, taka "mokra", bardzo łatwo się ją rozprowadza i już trakcie odczuwalne jest nawilżenie skóry.
Jako, że zasiedziałam się trochę przed komputerem maseczka poleżała na mojej twarzy około 20 minut (a nie rekomendowane 10-15 minut). W tym czasie zaczęła lekko podsychać i stała się całkowicie przezroczysta (a nie biała).


Kolejna negatywna cecha ujawniła się podczas zmywania kosmetyku. Zazwyczaj zmywam maseczki za pomocą wody i własnych dłoni. W tym wypadku nie było to takie proste. Maseczka ponownie stała się biała, mazała się, dłonie ślizgały się po twarzy i za nic nie mogłam się jej pozbyć :). Udało się to za pomocą wacików kosmetycznych zwilżonych ciepła wodą. Po prostu potrzebne było większe tarcie.

Po aplikacji skóra faktycznie była jakby lepiej nawilżona i wyglądała na "zrelaksowaną". I to by było na tyle. Twarz była lekko napięta i wymagała nałożenia kremu. Bez rewelacji - lepszy efekt daje większość dobrej klasy kremów nawilżających a mniej przy nich roboty.

Przed napisaniem posta poczytałam trochę innych opinii na temat maseczki "Orchidea" i zauważyłam, że często wywoływała ona podrażnienie skóry. U mnie nic takiego się nie pojawiło - co prawda nie jestem wrażliwcem, ale nie mam tez skóry nosorożca. Widać jest to bardzo indywidualna reakcja i nie ma reguły. Produkt jest tani i bardzo wydajny (jedna saszetka spokojnie wystarczy na 2 aplikacje) dlatego myślę  że warto go wypróbować na własnej skórze. Opinie są skrajne - może dla Was będzie to odkrycie roku? Ja kolejnego egzemplarza na pewno nie kupię.

Jakie są Wasze doświadczenia z marką Alterra?
Które produkty godne są polecenia a które zdecydowanie odradzacie?

Komentarze

  1. Właściwie nie używałam nic z tej marki.
    Ja lubię maseczki, moją ulubioną nawilżajaca jest maseczka od Apis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie się zapoznam - nie używałam jeszcze

      Usuń
  2. z twojej recenzji wynika, że szkoda na nią czasu, więc dziękuje Ci za oszczędzenie mojego :)
    Zapraszam również do zabawy
    http://paczajka.blogspot.com/2013/01/versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję niebawem przystąpię do zabawy. No maseczka nie jest moim zdaniem warta zachodu :)

      Usuń
  3. dziękuje za odwiedzinki, dodałam zdjęcie lainera na oku więc zapraszam na aktualizacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jakie Ty masz piękne rzęsy :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję - wszytko dzięki odżywce :)

      Usuń
  5. Już mi się przypomniała maseczka z Lival de Loop i aż mnie skręca , nigdy więcej marki własnej Rossmann jeśli chodzi o maseczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja własnie kupiłam serum pod oczy Rival de Loop - taniocha ale równie dobrze mogłabym smarować...sama nie wiem czym:) bo głupia oliwka więcej daje. Jak widać marka własna marce własnej nie równa (Biedronka)

      Usuń

Prześlij komentarz